piątek, 9 listopada 2012

czytam


Nie czytałąm -połknęłam:)
Zdjęcie pochodzi z tej strony jak i przytoczony opis:

Tilly Cole, singielka z wyboru, pod wpływem impulsu wyprowadza się z wielkiego miasta na angielską wieś. Tam pracuje jako asystentka uroczego projektanta wnętrz oraz opiekunka jego nastoletniej córki. Jednak życie w malowniczym Roxborough wcale nie przypomina sielanki. Tilly wpada w sam środek światka, którym rządzą plotki, mściwe kobiety i humorzaste koty. A wokół kręci się przynajmniej kilku interesujących – choć nie zawsze wolnych – mężczyzn. I choć kobieta nie zamierza angażować się w kolejny związek, to gdy poznaje zabójczo przystojnego Jacka Lucasa, jej silna wola zaczyna słabnąć. Czy Tilly podąży za głosem serca czy rozumu?


Ja niestety miałam wersję gdzie nie ma kilku stron ale za to inne są podwójne...no cóż takie rzeczy też się mogą zdarzyć w wydawnictwie.
Ale ile się uśmiałam to moje.
Polecam gorąco na te smutnawe dni- smutnawe bo pogoda smutna.
ps. Oczywiście ja nic nie mam z tego, że o tej książce piszę.

Pozdrawiam, Mariola:)

2 komentarze:

  1. Zapraszam na mój nowy blog http://mojewyroby.blogspot.com/

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, przepraszam, ze nie odpowiedziłam na Twoje pytanie odnosnie farby z lampy... gdzies mi umknął ten komentarz a nie mogłam sobie przypomniec od kogo był... teraz znalazłam i odpisuję- powiem Ci szczerze, że jedynym znanym mi sposobem jest szlifoeanie- najlepeij taka końcówką, co się ja nakłada na wiertarke- z metalowych ducików- taka jakby szczotka. Oczyiscie mozna tez ręcznie ale to dużo roboty.
    Twój pomysł z wypaleniem tez nie jest zły- chyba lepiej jednak by było zastosowac opalarkę :-)). tak po prawdzie to nigdy ne musiałam usuwać farby z metalu.... zawsze kładłam podkładowo hamerait. Ale szlifowanie i tak jest konieczne... trzymam kciuki♥

    OdpowiedzUsuń

Miło, że masz chęć skomentować